Nie każdy obraz potrzebuje galerii, białych ścian i specjalnego światła. Czasami jego najlepszym miejscem jest przestrzeń, w której naprawdę toczy się życie.
Moje obrazy znalazły swoje miejsce wśród roślin, książek, dokumentów, biurka i codziennych rozmów. Towarzyszą pracy, spotkaniom i chwilom ciszy. Nie są dekoracją „na pokaz”. Stają się częścią wnętrza i jego historii.
Szczególnie lubię obserwować, jak obraz zmienia się wraz ze światłem. Ten sam pejzaż rano może być spokojny, a wieczorem niemal tajemniczy. Ciemne niebo, księżyc odbijający się w wodzie czy fragment lasu zaczynają żyć inaczej w zależności od miejsca, z którego na nie patrzymy.
Wśród tych bardzo zwyczajnych przedmiotów pojawia się też odrobina przewrotności — mały bohater rodem z innego świata pilnuje firmowego długopisu TSL Silesia. Bo sztuka nie zawsze musi być poważna. Może zaskakiwać, bawić i tworzyć własne małe opowieści.
Najbardziej cieszy mnie właśnie to: kiedy moje obrazy przestają być wyłącznie obrazami, a zaczynają należeć do miejsca i ludzi, którzy w nim przebywają.
Bo sztuka jest najpiękniejsza wtedy, kiedy staje się częścią codzienności.